Puchar Polski. Okropny, ale zwycięski wyjazd Wisły

Do przerwy w Świnoujściu pachniało sensacją. Mistrz Polski w porę zabrał się jednak do pracy, ale nie bez problemów pokonał wicelidera I ligi i awansował do 1/8 Pucharu Polski. Dwie bramki i dwie asysty zaliczył David Biton.
- Znamy rezultaty wczorajszych meczów, więc mamy dość ostrzeżeń - zapewniał Robert Maaskant, trener Wisły. Momentami wydawało się jednak, że porażki Korony Kielce z Gryfem Wejherowo, Jagiellonii Białystok z Ruchem Zdzieszowice czy Lechii Gdańsk z Limanovią niewiele krakowian nauczyły. Przez większość spotkania Flota toczyła z nimi wyrównany bój, a braki w umiejętnościach nadrabiała wślizgami i rozpychaniem się łokciami. Z taką banalną taktyką mistrzowie Polski długo nie mogli sobie poradzić.

W razie porażki Wisła nie mogłaby szukać usprawiedliwień, bo Maaskant wystawił mocny skład. W porównaniu do ostatniego spotkania z GKS-em Bełchatów dokonał pięciu zmian, ale żaden ze zmienników nie był żółtodziobem. I po 17 minutach szkoleniowiec mógł zacząć martwić się o wynik, bo po rzucie rożnym piłkę głową do siatki skierował Marek Opałacz, który w ekstraklasie jeszcze nie zadebiutował. Dwa spotkania rozegrał w niej za to Damian Misan (w Cracovii), który przed przerwą także trafił do bramki Milana Jovanicia. Przez tych zawodników Wisła pierwszy raz (!) w tym sezonie straciła w pierwszej części dwa gole.

W drużynie gości nie zawodził tylko Biton. W ekstraklasie zdobył wszystkie sześć bramek dla Wisły, a wczoraj dołożył kolejne dwie. Najładniejsze zagranie zostawił sobie jednak na deser. Ładnym balansem ciała zmylił rywala i wyłożył piłkę Ivicy Iliewowi, który trafił do pustej bramki.

Flota niemal do końca walczyła o awans. Trener Krzysztof Pawlak wpuszczał na boisko nowych zawodników (m.in. Ferdinanda Chi Fona, który zaliczył 84 mecze w ekstraklasie), ale nawet nie bawił się w niuanse taktyczne. "No, dawaj, zapierdzielaj", "Życzę ci powodzenia" - w taki sposób motywował swoich graczy.

I pomagało, bo Flota stworzyła jeszcze kilka okazji i miała szanse na remis. Krakowianie widzieli zapał gospodarzy, a bramkarz Jovanić dostał nawet żółtą kartkę za opóźnienie gry. W doliczonym czasie kropkę nad "i" postawił jednak Patryk Małecki po podaniu... Bitona.

- Po tym spotkaniu mogę być zadowolony tylko ze zwycięstwa. Grało się okropnie. Nie było atmosfery, a raczej była niemiła [głównie za sprawą Małeckiego i części kibiców, którzy wzajemnie obrzucali się wyzwiskami - przyp. red.]. Sędzia też sobie nie radził. Ale cóż, liczy się wynik - podsumował Maaskant w TVN Turbo.

Marek Niewiada, kapitan gospodarzy: - W pierwszej połowie spisaliśmy się koncertowo, ale po przerwie niepotrzebnie się odkryliśmy i zapomnieliśmy o zabezpieczeniu tyłów. Odczuwamy trochę niedosyt, bo dwa ostatnie gole padły po faulach na mnie. Z pokorą jednak podchodzimy do tego wyniku, bo Wisła była zdecydowanie lepsza.

Flota Świnoujście 2 (2)

Wisła Kraków 4 (1)

Bramki: Opałacz (17.), Misan (43.) - Biton (9., 48.), Iliew (75.), Małecki (90).

Flota: Wesołowski - Opałacz, Kieruzel, Udarević, Jasiński (79. Kalinowski) - Ostalczyk, Niewiada, Chyła, Bodziony (70. Chi Fon), Tomasik - Damian Misan (67. Nnamani);

Wisła: Jovanić - Lamey, Jovanović, Bunoza (86. Jaliens), Paljić - Nunez (46. Jirsak), Wilk - Małecki, Garguła (73. Brud), Iliev - Biton.

Sędziował Daniel Stefański (Bydgoszcz).