Sport.pl

Wisła nie porywa, ale wygrywa

W mało pasjonującym spotkaniu postacią z innej bajki znowu okazał się David Biton. Zdobył oba gole dla Wisły, jest wicekrólem klasyfikacji strzelców, a krakowianie pokonali GKS Bełchatów 2:0
Mistrzowie Polski wskoczyli na szóste miejsce i do prowadzącej Korony Kielce tracą tylko trzy punkty. Ale aż strach pomyśleć, którą lokatę by dziś zajmowali, gdyby przed sezonem nie wypożyczyli na rok z Charleroi Biton.

23-letni napastnik w lidze zdobył wszystkie sześć (!) bramek dla Wisły i razem z Tomaszem Frankowskim jest wicekrólem strzelców. Obaj byliby głównymi kandydatami do korony, gdyby nie fantastyczna forma Artjoma Rudniewa z Lecha Poznań (11 goli). Biton jest jednak o tyle ciekawym zawodnikiem, że przez większość meczu potrafi chować się za plecami obrońców i rzadko dotykać piłki, ale gdy już stanie przed bramkarzem, to na ogół noga mu nie drży. Dlatego gdy wczoraj schodził z boiska, żegnały go brawa, skandowanie nazwiska i gratulacje kolegów.

Ale po spotkaniu z GKS-em naprawdę zadowolony z siebie może być tylko on. Wczorajszy mecz miał być reklamą polskiej piłki i Wisły, bo pierwszy raz w tym sezonie spotkanie z Reymonta transmitował Eurosport 2 i za jego pośrednictwem można było je obejrzeć w 16 mln domów w 22 państwach Europy Środkowo-Wschodniej, w tym m.in. w: Bułgarii, Chorwacji, Czechach, Danii, Norwegii, Serbii, Słowacji, Słowenii i Szwecji. Jednak już przed meczem było wiadomo, że z promocji raczej wyjdą nici.

Mimo że kilka tygodni temu przy Reymonta zapowiadano, że wróciła moda na Wisłę, to na trybunach zasiadło raptem 11280 widzów, czyli najmniej od czasu powrotu drużyny na Reymonta rok temu. To oznacza, że na stadionie mistrzów Polski trwa kibicowski kryzys, bo było to już trzecie spotkanie z rzędu (po meczu z Lechią Gdańsk i Odense BK), na którym liczono na zdecydowanie więcej ludzi.

W drugiej minucie kibice i telewidzowie obejrzeli sprytne uderzenie z pierwszej piłki Tomasza Wróbla, ale później ci drudzy z czystym sumieniem mogli zmienić program na dobre pół godziny. W tym czasie nie było ani emocji, ani okazji, ani ciekawych rozwiązań taktycznych. Bo nie można nimi nazwać prób wrzucenia piłki w pole karne czy ostrej gry w środku pola. Bełchatowianie jakby widzieli, że mają szansę użądlić Wisłę, ale nie bardzo wiedzieli, jak to zrobić, i na 30. metrze tracili piłkę. Próbowała też Wisła, choć z początku wyglądała, jakby ktoś wypchnął ją na murawę za karę.

Krakowianie obudzili się pod koniec pierwszej części i w końcu zagrali jak mistrz Polski przeciwko zespołowi, który na wyjeździe nie zdobył jeszcze punktu. Najpierw uderzenie Bitona nad poprzeczkę odbił Łukasz Sapela, a później strzały Izraelczyka i Juniora Diaza z linii wybijali obrońcy gości.

Niemrawo zaczęła się druga połowa meczu, ale rozruszało ją uderzenie Bitona, który przyjął piłkę na linii pola karnego i przymierzył w samo okienko. Izraelczyk pobiegł cieszyć się z gola z trenerem Robertem Maaskantem, a za chwilę obrońca Gordan Bunoza w uznaniu za piękny strzał zaczął czyścić mu buty. Bośniak to samo zrobił chwilę później, choć druga bramka Izraelczyka majstersztykiem już nie była. Biton wpadł w pole karne i uderzył obok nogi Sapeli, który niespodziewanie wpuścił łatwy strzał do siatki.

Pierwszy raz od czasu odejścia z Wisły na Reymonta pojawił się Kamil Kosowski, ale zagrał słabo, podobnie jak cały zespół GKS-u.

Wisła Kraków2 (0)
GKS Bełchatów0
Bramki: Biton (49. podanie Kirma, 59. podanie Sobolewskiego)

Wisła: Pareiko - Lamey, Jaliens, Chavez (46. Bunoza), Diaz - Sobolewski, Wilk - Małecki, Melikson (70. Garguła Ż), Kirm - Biton (76. Iliew).

GKS: Sapela - Modelski, Szmatiuk, Lacić, Mysiak - Wróbel, Baran, Bożok (71. Mysiak), Fonfara (58. Buzała), Kosowski - Żewłakow (82. Kuświk Ż).

Sędziował: Wojciech Krztoń z Olsztyna.

Widzów: 11 280.