Sport.pl

Liga Europy. Grzegorz Mielcarski: Wisła nie umie ocenić siły rywali

-Wiślacy zbyt często myślą, że Maor Melikson lub Ivica Iliew sami wygrają mecz - uważa Grzegorz Mielcarski, ekspert Canal Plus
Daniel Karaś: Porażka 1:3 to dla mistrzów Polski kompromitacja?

Grzegorz Mielcarski: Aż tak ostro bym tego nie nazwał. To jest po prostu miejsce, w którym znajduje się nasza piłka. I nie mówię tego dlatego, że przegraliśmy z Apoelem, czy Odense. Mamy coś takiego w naszej narodowej mentalności, że przed meczem mówimy: "Duńczycy to najsłabszy zespół w grupie", a okazuje się, że to my jesteśmy najsłabsi. Straciliśmy trzy gole, a mogło ich paść przynajmniej dwa razy więcej. Wisła była słabsza od Odense we wszystkich aspektach.

Potrafi Pan wytłumaczyć słabą postawę wiślaków, szczególnie na początku spotkania, kiedy popełniali dużo błędów przy wyprowadzaniu piłki przed własnym polem karnym?

- Wisła nie wie, czego spodziewać się po przeciwniku. Podchodzi do niego z respektem, ale nie umie wyczuć, do jakiego poziomu ten szacunek ma być. Drużyna Roberta Maaskanta jest niepewna swoich możliwości, przez co nie potrafi właściwie ocenić siły rywali. Od początku sezonu zagrali kilka dobrych spotkań, ale nie można powiedzieć, by mieli styl i poziom, poniżej którego nie schodzą.

Z czego wynika taka postawa boiskowa piłkarzy Maaskanta?

- Na pewno nie możemy tu mówić o braku zgrania. Zarówno Wisła jak i kibice mają za duże oczekiwania w stosunku do Maora Meliksona. Nam się wydaje, że jak on ma piłkę to zaraz będzie sytuacja bramkowa. Często widać takie nastawienie w grze Wisły. Kiedy piłkę dostaje Izraelczyk to momentalnie cała drużyna patrzy, co on zrobi zamiast pójść za akcją. Wygląda to jakby myśleli, że Ivica Iliew czy Melikson sam sobie rozwiąże akcje. Minie 2-3 przeciwników i poda komuś, ewentualnie sam strzeli. Za dużo jest oczekiwania, że ci dwaj zawodnicy zrobią całą grę. Często, kiedy Izraelczyk jest zmęczony po kilku rajdach i zostaje z przodu a do rozegrania piłki muszą podejść Radosław Sobolewski i Gervasio Nunez , to robi się kłopot. Piłka idzie na skrzydło i od razu włącza się myślenie, co zrobi Melikson lub Iliew.

Brakowało wczoraj Panu Patryka Małeckiego?

- Momentami na pewno. W dobrej formie mógłby zrobić różnicę, ale powtórzę to jeszcze raz - Wisła nie może myśleć, że dwóch czy trzech piłkarzy wygra mecz. Popatrzmy na Odense. W drużynie były może dwie indywidualności. Wszystkie formacje grały bardzo blisko siebie, co utrudniało zadnie Wiśle. Kiedy chciała wyprowadzić akcję, od razu następowało podwojenie lub potrojenie krycia. Odense to drużyna, Wisła to indywidualności.

Więcej o: