Showmen z Wisły i uczeń z Cracovii po wywiadówce [WIDEO]

- Trener Wisły to medialne zwierzę, szkoleniowiec Cracovii zachowuje się na konferencjach jak nastolatek rozmawiający z ojcem, który wrócił z wywiadówki - uważa dr Małgorzata Majewska z UJ
Obaj trenerzy prezentują odmienne podejście do współpracy z mediami. " Powiem na pewno krótko, krócej już nie idzie" - tymi słowami Szatałow zaczyna konferencję prasową po przegranym w maju 1:2 meczu z Widzewem. Jego wystąpienie trwa raptem 202 sekundy.

Zobacz je:



Maaskant ma inną filozofię. - Futbol to przede wszystkim dobra zabawa - wyjaśnia Holender.

Trener Cracovii ma zastrzeżone w kontrakcie, że nie musi rozmawiać z mediami. Przyznaje się do tego, że nie przepada za dziennikarzami. - Na konferencjach zachowuje się jak nastolatek w czasie rozmowy z ojcem, który właśnie wrócił z wywiadówki. Nie może wyjść z pokoju, ponieważ ojciec każe mu stać, więc odpowiada na pytania, ale całym sobą pokazuje, że chciałby być gdzie indziej - komentuje dr Majewska, lingwistka z Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego, po analizie nagrań wideo z występami trenerów. - Jest kompletnie niemedialny. Nie utrzymuje kontaktu wzrokowego z rozmówcami. Jedyne ruchy, jakie wykonuje rękami, to gesty, które wskazują na to, że sytuacja jest dla niego niekomfortowa. W jego przypadku jest to głaskanie się po nosie lub włosach. Na jednej z konferencji dziennikarz zapytał, czy wierzy w zwycięstwo. Jego słowa mówiły, że tak, ciało, że nie.

Sposób zachowania Szatałowa wpływa na to, jak odbierają go dziennikarze. - Na poziomie komunikacji niewerbalnej jest niemy, przez co można odnieść wrażenie, że lekceważy dziennikarzy - uważa Majewska.

Szkoleniowiec tłumaczy: - Nie lubię być przepytywany. Może ta niechęć wynika z mojego złego samopoczucia w roli rozmówcy. Lubię być odcięty, taka już moja natura.

- Takiego człowieka dałoby się wyszkolić i jego specyficzne wyciszenie przekuć w atut. Są trenerzy, którzy nie krzyczą, np. Apoloniusz Tajner. Człowiek, który również sprawiał wrażenie nieśmiałego, szczególnie na początku fali sukcesów Małysza. W tej chwili w wystąpieniach medialnych jawi się jako bardzo wiarygodna osoba - zwraca uwagę Majewska.

Zupełnie inaczej do mediów podchodzi Maaskant. - Jest otwarty, często gestykuluje, a w przemówieniach używa metafor, które uplastyczniają to, co mówi, i są dla dziennikarzy gotowymi cytatami. Wpisuje się w wizerunek nowoczesnego trenera. Nie zdziwiłabym się, gdyby wzorował się na Mourinho - wyjaśnia Majewska. - Mówi w kółko to samo, ale robi to z przekonaniem, uśmiechem oraz kontaktem wzrokowym i tym wygrywa.

Zgadasz się z dr Majewską?



Holender często wychodzi z inicjatywą. Po meczu czy treningu podchodzi do dziennikarzy, zagaduje i często żartuje. Przed losowaniem rywali w grupie Ligi Europy na pytanie, na kogo chciałby trafić, odpowiedział: "Na pewno nie na klub z Izraela. To straszne łobuzy". Dziennikarze zrobili wielkie oczy, ale za chwilę okazało się, że trener specjalnie tak zażartował, bo za plecami przechodzili David Biton i Maor Melikson.

Holender jest zwierzęciem medialnym w porównaniu z trenerami, którzy wcześniej prowadzili Wisłę, jak choćby Henryk Kasperczak czy Maciej Skorża. - To kwestia wzajemnego szacunku. W końcu pracujemy w tym samym biznesie. Różnica polega na tym, że mamy różne cele. Ja muszę zrobić wynik, a dziennikarze newsa, a te rzeczy często nie współgrają ze sobą - zauważa Maaskant.

Dla 42-letniego trenera Wisły media są częścią futbolu, a na konferencjach prasowych czuje równie pewnie jak na boisku. - W jego komunikacji charakterystyczne jest to, że jak zaczyna rozmawiać z osobą będącą po lewej stronie, to w pewnym momencie wzorkiem ogarnia całą salę, dzięki czemu żaden dziennikarz nie czuje się wykluczony - zaznacza Majewska.

Skąd u Holendra taka naturalna umiejętność zjednywania sobie mediów? Może podpowiada mu żona Lijsbeth van Kessel, która pracowała w biurze prasowym Ajaksu Amsterdam, a może zaraził się amerykańskim pozytywnym myśleniem podczas swojego pobytu w USA?

- Maaskant ma świadomość tego, że futbol to show, a Szatałow sprawia wrażenie, jakby dziennikarze mu przeszkadzali, a to nie jest współczesny sport. Dzisiejsza piłka nożna musi się sprzedać. Holendra przyjemnie się ogląda, a wystąpienia trenera Cracovii męczą - kończy Majewska.