T-Mobile Ekstraklasa. Robert Maaskant: To duży nokaut

- Piłkarze dali z siebie wszystko, ale im nie wyszło. Leżymy na murawie, ale podniesiemy się - zapewnia trener Wisły po porażce z Lechią Gdańsk (0:1)
- Zaczęliśmy dobrze i mieliśmy sytuacje, bo chcieliśmy pokazać, że jesteśmy bardzo zawiedzeni porażką w Nikozji. Byliśmy gotowi na walkę. W pierwszej połowie nie udało nam się jednak strzelić bramki, ale w przerwie powiedziałem chłopakom, że jak dalej będziemy tak grać, to w końcu coś wpadnie. Ale ogólnie mówiąc, spotkanie przypominało mi nasz mecz ze Śląskiem przy Reymonta w poprzednim sezonie - opowiadał Maaskant.

Mimo porażki szkoleniowiec nie powiedział złego słowa na swoich zawodników. - Dali z siebie wszystko, ale im nie wyszło. To spotkanie jest dla nas dużym nokautem, w końcu w cztery dni przegraliśmy dwa mecze. Jesteśmy rozczarowani, ale wiemy, że potrafimy grać w piłkę i jeszcze to udowodnimy. Leżymy na murawie, ale się podniesiemy - zakończył Holender.

Słaba passa Wisły

Mistrz Polski nie może się podnieść. Po fatalnej grze poległ z Lechią Gdańsk, która zaliczyła... pierwszą wygraną w sezonie.

Krakowianie myślami są jeszcze przy porażce w Nikozji i przeciwko Lechii spisali się fatalnie - stracili z gdańszczanami pierwsze punkty od czasu ich awansu do ekstraklasy (w 2008 r.), zaliczyli pierwszą porażkę w sezonie, a po meczu z trybun usłyszeli gwizdy.

Jedyna bramka padła w niecodziennych okolicznościach. Na boisku leżał Gervasio Nunez z Wisły, ale krakowianie kontynuowali swoją akcję. Za moment piłkę zabrali im goście i również nie przerwali gry, wyprowadzili kontrę i uderzenie Ivana Lukjanovsa do siatki dobił Piotr Wiśniewski. Gospodarze nie mieli pretensji do rywali o nie wybicie piłki na aut.

Po pięciu kolejkach Wisła ma tylko sześć punktów.