Sport.pl

Liga Mistrzów. Trener rozpracował Litex, ale w rewanżu nie będzie łatwo

Szybkie tempo, dojrzałość w grze, ale także skrupulatność sędziego - to wszystko pozwoliło mistrzom Polski postawić kolejny krok w kierunku wymarzonej Ligi Mistrzów
Litex Łowecz zgodnie z oczekiwaniami był dla krakowian trudniejszym rywalem niż w poprzedniej rundzie Skonto Ryga. Mistrzowie Bułgarii nie cofnęli się do defensywy, ale prowadzili grę i stwarzali okazje. Broniącego w trybie awaryjnym Milana Jovanicia dwukrotnie ratowała poprzeczka. W końcówce przed utratą gola uchroniła go z kolei ofiarna interwencja Radosława Sobolewskiego.

Faul czy nie?

W 82. minucie do siatki trafił Celio Codo, ale norweski arbiter Tommy Skjerven uznał, że Brazylijczyk chwilę wcześniej faulował Kew Jaliensa. - Niesłusznie. Bramka została zdobyta prawidłowo - twierdzi Radosław Gilewicz, były piłkarz m.in. Tirolu Innsbruck i reprezentacji.

Innego zdania jest Tomasz Łapiński, jego kolega z kadry: - Może nie wszyscy sędziowie zagwizdaliby w tej sytuacji, ale Codo sfaulował Jaliensa.

Maciej Wierzbowski, sędzia międzynarodowy: - Nie widzę tu kontrowersji. Napastnik oparł się na obrońcy i sędzia miał podstawy do odgwizdania przewinienia.



Diaz czy Paljić?

Wiślacy zaoszczędziliby kibicom nerwów, gdyby nie niepewna postawa obrońców. W doliczanym czasie gry pierwszej połowy defensorzy byli chyba myślami już w kolejnej rundzie, bo zostawili w polu karnym osamotnionego Brazylijczyka Toma, który skorzystał z prezentu.

Na dośrodkowanie pozwolił Junior Diaz. Obecność Kostarykanina w pierwszym składzie zaskoczyła równie mocno co brak Sergieja Pareiki. - Nie wiem, w jakim języku porozumiewali się obrońcy i bramkarz. Gdyby nie Osman Chavez, Litex strzeliłby kilka bramek. Diaz? Tom mijał go prawie w każdej sytuacji. Brak mu ogrania. Ostatni sezon stracił z powodu kontuzji. Niewiele lepiej prezentował się Michael Lamey. Strzelił wprawdzie ważnego gola, ale czeka go jeszcze dużo pracy - przekonuje Gilewicz.

Łapiński uważa inaczej: - Trener Maaskant postąpił słusznie, wystawiając Diaza. Udowodnił w ten sposób, że rozpracował rywala, bo choć Kostarykanin dawał się ogrywać Brazylijczykowi, to Dragan Paljić miałby z nim o wiele większe problemy.

Dojrzałość czy nonszalancja?

Wisła we wtorek pokazała oblicze kameleona, bo w mądrą i skuteczną grę wplatała dziecinne błędy. Potrafiła w zarodku rozbijać ataki gospodarzy, a innym razem dopuszczała ich pod bramkę po niegroźnych z pozoru akcjach. - Wisła zaprezentowała szybką i agresywną piłkę. Momentami grali kreatywnie, a momentami popełniali tak proste błędy, że gdyby stracili cztery bramki, to też nie byłbym zdziwiony. Amplituda była zbyt duża. Wisła potrzebuje stabilności, jeśli chce awansować do fazy grupowej - ocenia Maciej Szczęsny, były wiślak i ekspert telewizyjny, obecnie trener bramkarzy Korony Kielce.

Gilewicz: - Wisła ma ogromny potencjał, ale brakuje jej zgrania. Przeciwnik z nie najwyższej półki potrafił ją zdominować. Brakowało utrzymania się przy piłce i gry na dwa kontakty. Jeśli poprawią te elementy, to może awansować do fazy grupowej.

Nowość czy tradycja?

By jednak myśleć o piłkarskim raju, mistrzowie Polski nie mogą zaliczyć wpadki z Liteksem w Krakowie. - Bułgarzy pokazali, że są groźni. Lubią grę z kontry, dlatego w rewanżu wcale nie musi być łatwo - ostrzega Łapiński.

Historia na razie jest za Wisłą. W erze Bogusława Cupiała jeszcze nie zdarzyło się, by krakowianie po zwycięstwie w pierwszym meczu na wyjeździe odpadli z rozgrywek. Eliminowali w ten sposób północnoirlandzki Glentoran FC, gruziński Wit Georgia Tbilisi, litewskie FK Szawle i dwukrotnie łotewskie Skonto Ryga. W ogóle przegrali tylko trzy z 21 rewanżowych meczów, w których pełnili rolę gospodarza.

Kto nie chce Arboledy w kadrze. Lista coraz dłuższa 




Więcej o: