Sport.pl

Radosław Michalski: Nagroda za skuteczność, nie za grę

- Wisła wykonała plan i w rewanżu zagra bez noża na gardle, więc łatwiej będzie postawić kropkę nad ?i? - uważa Radosław Michalski, były reprezentant Polski, który w Lidze Mistrzów grał z Legią i z Widzewem.
Szymon Opryszek: Wisła udowodniła w meczu z Liteksem, że stać ją na LM?

Radosław Michalski: Zagrała poprawnie. Spotkanie nie było złe, bo nie brakowało emocji, sytuacji podbramkowych i goli. Można się przyczepić do sposobu gry krakowian, ale należy pamiętać, że Łowecz to trudny i - jak było widać - gorący teren.

Jak oceni pan defensywne ustawienie mistrzów Polski?

- To był bardzo dobry pomysł. Gdybym był trenerem, postawiłbym na taką samą taktykę. Może z niej wynikała słabsza efektywność skrzydłowych, którzy nie przedzierali się tak często bokiem jak zwykle. Radosław Sobolewski i Cezary Wilk myślami byli cały czas w obronie, więc krakowianie musieli atakować tylko czwórką zawodników. Mimo to wybrnęli z tej sytuacji i zdobyli dwie bramki.

Wisła miała jednak dużo szczęścia.

- Ono podobno sprzyja lepszym. Oczywiście krakowian ratowały dwie poprzeczki, ale o wyniku zadecydowało ponad 90 minut walki. Wisła pokazała, że stanowi zespół, który potrafi wyczekać rywala przez 10-15 minut i w jednej chwili odmienić losy spotkania. Choć krakowianie mieli mniej sytuacji, to wykazali się lepszą skutecznością i zostali za to nagrodzeni.

Chwilami jednak gra defensywna wołała o pomstę do nieba.

- Kew Jaliens i Osman Chavez popełniali dużo błędów, mieli problemy z wyprowadzeniem piłki. Mogą nie poradzić sobie w starciu z bardziej klasowym rywalem. Nieprzekonywująco zagrał też Junior Diaz, ale to wynika raczej ze słabego przygotowania do sezonu. Jeśli poprawi formę, może być lepszym zawodnikiem niż stoperzy. Najlepszy w obronie był Michael Lamey. Szkoda, że nie strzelił drugiego gola, byłby bohaterem.

Jak oceni pan mistrza Bułgarii?

- Litex to zlepek indywidualności o dużych umiejętnościach technicznych. Jako zespół są gorsi od Wisły, choć potrafią ciekawie atakować, zagrać prostopadłą piłkę, kilka razy ośmieszyli krakowian. W rewanżu będą musieli postawić wszystko na jedną kartę i zaatakować. A to woda na młyn Wisły. Szanse krakowian? Duże, bo będą grać u siebie i bez noża na gardle. To jest jednak piłka - chwila dekoncentracji i marzenia mogą prysnąć.

Doczekamy się Ligi Mistrzów po 15 latach?

- Ewentualny kolejny rywal będzie o wiele lepszy od Liteksu. Nie ma co gdybać, najpierw należy wyeliminować Bułgarów.