Sport.pl

ME w piłce ręcznej. Adam Wiśniewski: Na własne życzenie skomplikowaliśmy sobie sytuację

- Popełniliśmy więcej błędów niż rywale. Wystarczyły dwa - trzy i po chwili przegrywaliśmy dwoma bramkami - mówi Adam Wiśniewski, skrzydłowy reprezentacji Polski piłkarzy ręcznych po porażce z Norwegią.
Facebook? » | A może Twitter? »


W meczu z drużyną ze Skandynawii Polacy stracili aż 30 bramek - najwięcej w tym turnieju. - Co tu dużo mówić? Nie graliśmy w obronie tak, jakbyśmy chcieli. Gra się nam nie zazębiała. Dobrze zaczęliśmy, prowadziliśmy 5:2, później oddaliśmy pole Norwegom. Cała ich druga linia grała wyśmienicie. Rzucali ładne bramki z daleka, cały czas zza bloku. Stąd naszemu bramkarzowi było trudno łapać - zaznacza Wiśniewski.

Mimo tego Polacy kilka razy zbliżali się do rywali. - Norwegowie postawili dosyć szczelną obronę, dobrze zacieśnili środek, wychodzili wysoko do naszych rozgrywających i ciężko nam się grało. Z drugiej strony rzuciliśmy 28 bramek, czasami zdobywaliśmy je z łatwością. Zabrakło tego, żebyśmy w pewnym momencie ich przełamali. Odrabialiśmy dwie, trzy bramki i nagle znowu nam odjeżdżali - opisuje.

Tym razem szwankowała gra z kołowym. - Norwegowie cały czas wypychali Kamila Syprzaka, często faulowali, nie pozwalali mu się dobrze ustawić. Przeszkadzali też, kiedy na koło wbiegali skrzydłowi - opowiada Wiśniewski.

Pierwsza porażka w mistrzostwach Europy przyszła nieoczekiwanie, ale nie przekreśla szans Polaków na awans do półfinału. - Gramy dalej, choć na własne życzenie skomplikowaliśmy sobie sytuację. Norwegia wyrasta na czarnego konia turnieju - podkreśla skrzydłowy.

Więcej o: