Mistrzostwa Europy w piłce ręcznej. "Nie składamy obietnic. Walczymy w każdym meczu" [WIDEO]

Już tylko godziny dzielą polskich piłkarzy ręcznych od inauguracji mistrzostw Europy. Na początek biało-czerwoni zagrają z Serbią. - Spodziewam się walki do ostatnich minut, ale jednak naszego zwycięstwa - podkreśla Michał Szyba, prawy rozgrywający kadry.

Chcesz więcej? Polub Kraków - Sport.pl



Damian Gołąb: Do pierwszego meczu coraz bliżej. Czujecie presję związaną z występem przed własną publicznością?

Michał Szyba: Rosła z miesiąca na miesiąc, z tygodnia na tydzień. Teraz do pierwszego gwizdka zostały tylko godziny. Na pewno apogeum emocji przeżyjemy podczas hymnu. Ale myślę, że podziała to na nas motywująco. Będzie pełna hala, jesteśmy pewni, że przyjdzie 15 tys. kibiców. Na pewno będzie nerwowo, w końcu to pierwszy mecz tak wyczekiwanej imprezy, ale myślę, że zakończymy go zwycięstwem.

Żaden z pana kolegów nie chce powiedzieć, z jakim celem przystępujecie do turnieju. Może pan zdradzi?

- Nie będę się wyłamywać, nie będę niczego deklarował. Nigdy nie pompowaliśmy balonika. Gdy jechaliśmy na mistrzostwa świata do Kataru też nie składaliśmy żadnych obietnic. Po prostu do każdego meczu podchodzimy jak do ostatniego i każdego rywala traktujemy tak samo. Małymi kroczkami próbujemy przesuwać się do przodu.

Porażka z Hiszpanią w ostatnim meczu przed mistrzostwami zasiała w was trochę wątpliwości?

- Złożyło się na nią dużo czynników: kontuzje, zmęczenie, pora gry. Nie można szukać wymówek, bo mecz był katastrofalny i wstyd nam za niego, ale są i plusy - może podziałać na nas jak zimny prysznic i pomóc w koncentracji.

Oswoiliście się już z Tauron Areną Kraków?

- Tak, graliśmy już tutaj kilka meczów, teraz trochę potrenowaliśmy. Byliśmy tu też tydzień temu przed wylotem do Hiszpanii. Obiekt robi wrażenie, ale już się do niego przyzwyczailiśmy. Miejmy nadzieję, że to będzie nasza twierdza.

W trakcie ostatnich turniejów, choćby MŚ w Katarze, sędziowie czasami podejmowali kontrowersyjne decyzje. Nie obawia się pan, że tutaj może być tak samo?

- Zawsze na imprezach takiej rangi zdarza się tzw. gospodarskie sędziowanie. Teraz my jesteśmy gospodarzami i jeśli tutaj tak będzie, nie będziemy dyskutować. Ale mam nadzieję, że to będą czyste mistrzostwa i kontrowersyjnych decyzji będzie jak najmniej.

Turniej zaczynacie od meczu z Serbią, z którą dwa lata temu przegraliście na inaugurację ME w Danii. Dlaczego ten rywal wam nie leży?

- To na pewno bardzo mocna ekipa. Wystarczy popatrzeć, w jakich klubach grają jej zawodnicy, jakie kariery mają za sobą, jakie zdobyli medale. Jeśli dochodzi do tego bałkańska krew, zadziorność i twarda gra w obronie, czasami naprawdę ciężko ich pokonać. Nie są anonimową drużyną. Spodziewam się walki do ostatnich minut, ale jednak naszego zwycięstwa.

Trener Michael Biegler ma problem z obsadą środka rozegrania. Nie było pomysłu, żeby pana tam przesunąć?

- Nie, chyba jestem jeszcze trochę za mało doświadczonym zawodnikiem. Sam siebie też nie widzę na tej pozycji. Zostawię to lepszym graczom.

Kamil Syprzak relacjonuje mistrzostwa Europy na Snapchacie Sport.pl!