Sport.pl

ME w piłce ręcznej. O pierwszy medal i bilet do Rio de Janeiro

Reprezentacja Polski nigdy nie zdobyła medalu mistrzostw Europy. Ale jeszcze nigdy nie grała też w wielkiej imprezie przed własną publicznością. - Mamy ogromną szansę na przełamanie - uważa Artur Siódmiak, dwukrotny medalista mistrzostw świata.

Chcesz więcej? Polub Kraków - Sport.pl



Turnieje o mistrzostwo Starego Kontynentu są dla szczypiornistów niemal takim samym koszmarem jak dla polskich piłkarzy. Jedni i drudzy przez lata nie mogli nawet zakwalifikować się do turnieju - tym, którzy piłkę kopią, udało się to dopiero za 13. podejściem, tym, którzy ją rzucają - za piątym. Jedni i drudzy zdobywali medale na igrzyskach olimpijskich i mistrzostwach świata, ale europejskie podium to dla nich terra incognita. Wreszcie jedni i drudzy po latach zostali gospodarzami turnieju.

Oby na tym podobieństwa się skończyły, bo piłkarze na Euro 2012 nie wygrali żadnego meczu. Ze szczypiornistami ma być inaczej. Ci zresztą już raz byli blisko podium. W 2010 roku zajęli czwarte miejsce. Drogę do finału zamknęła im Chorwacja. - Graliśmy bardzo dobry mecz. Prowadzili go sędziowie z Norwegii i niestety kilkoma decyzjami podcięli nam skrzydła. Trener Bogdan Wenta złożył nawet protest - wspomina Artur Siódmiak, który grał w tym meczu.

Później podłamani Polacy przegrali mecz o trzecie miejsce z Islandią. - Do medalu zabrakło niewiele. Czwarte miejsce w Europie nie było złym wynikiem, ale wiadomo, jak ta pozycja smakuje każdemu sportowcowi - dodaje.

Na kolejnych mistrzostwach biało-czerwoni kończyli rywalizację na miejscu dziewiątym i szóstym. - To najtrudniejszy turniej w piłce ręcznej. Właściwie każdy mecz jest finałem. System rozgrywek sprawia, że trzeba walczyć w każdym spotkaniu, bo zdobyte punkty przechodzą do następnej fazy - podkreśla Bogdan Wenta.

Mistrzostwa Europy zna jak mało kto, bo jest jedynym Polakiem, który... zdobył na nich medal. W latach 1997-2000 reprezentował Niemcy, z którymi w 1998 roku wywalczył brąz. To on stoi za odrodzeniem polskiego szczypiorniaka. W 2004 roku został trenerem reprezentacji Polski i doprowadził ją do dwóch medali mistrzostw świata. Trzon kadry wciąż stanowią jego byli podopieczni.

- Mają doświadczenie na takich imprezach budowane przez wiele lat. Jest też kilka nowych twarzy. Zobaczymy, jak zniosą presję. Gramy u siebie, w Krakowie, w pięknej hali. Przed publicznością, która pokazała, że potrafi ponieść zespół - zaznacza Bogdan Wenta.

W 22-letniej historii turnieju gospodarze zdobyli złoty medal tylko raz (Szwedzi w 2002 roku). Za Polakami przemawiają jednak nie tylko własne ściany, ale i sportowe argumenty.

- Zawsze mówiło się, że Polska nie ma dobrych skrzydłowych, ale to nieprawda. Dobrze funkcjonuje bramka. Naszym atutem będzie obrona i wyjście do kontrataku, a także gra przeciwko defensywie ustawionej w systemie 6-0. Mamy mocne armaty z tyłu: Krzysztofa Lijewskiego, Michała Jureckiego czy Karola Bieleckiego, a także dwóch bardzo dobrych obrotowych - podkreśla Artur Siódmiak.

- Bartosz Jurecki i Kamil Syprzak to gracze o zupełnie różnej charakterystyce. Ta pozycja jest świetnie obsadzona - dodaje Bogdan Wenta.

Selekcjonerowi Polaków Michaelowi Bieglerowi sen z powiek spędza środek rozegrania. Kontuzje Mariusza Jurkiewicza i Grzegorza Tkaczyka sprawiły, że reżyserem gry drużyny będzie Michał Jurecki, nominalnie lewy rozgrywający. Trener wciąż szuka jego zmiennika.

Niepokój w sercach kibiców musiał zasiać również ostatni sparing biało-czerwonych. W finale towarzyskiego turnieju w Irun Polacy przegrali z Hiszpanią aż 12:26. - Nie przypominam sobie, kiedy ostatni raz nasz zespół zdobył tak mało bramek. Rozmawiałem z kolegą z Hiszpanii, który na żywo oglądał te zawody. Powiedział, że w poprzednich dwóch meczach nasz zespół prezentował się bardzo dobrze. Wręcz zbyt dobrze, jak na tę fazę przygotowań. Ten wynik idzie w świat, ale już nic nie znaczy - mówi Bogdan Wenta.

- Nie wyobrażam sobie, by nasza drużyna nie awansowała do strefy medalowej. Bardzo mocno w to wierzę. Znam ten zespół od podszewki i wiem, że to bardzo realne - zaznacza Artur Siódmiak.

Polacy będą walczyć nie tylko o miejsce na podium, ale i o przepustkę na igrzyska. Mistrzowie Europy wywalczą bilety do Rio de Janeiro. Jeśli po tytuł sięgną pewni udziału w igrzyskach mistrzowie świata Francuzi, awans wywalczy finalista. W innym przypadku biało-czerwonym pozostanie kwietniowy turniej kwalifikacyjny do IO.

To właśnie trójkolorowi są faworytem bukmacherów. Londyński William Hill za każdego postawionego na nich funta wypłaci trzy. Kurs na Polaków to 6,50. Wyżej stoją tylko akcje Duńczyków i Hiszpanów.





Więcej o: