Liga Światowa. Andrzej Wrona: W skali szkolnej zasłużyłem na... wagary

Polscy siatkarze przegrali w Krakowie z USA i fazę grupową Ligi Światowej zakończyli na drugim miejscu. - Bardzo żałujemy, że przed tyloma kibicami nie byliśmy w stanie się podnieść - mówił po meczu Andrzej Wrona, środkowy kadry.
W końcówce czwartego seta zmarnowaliście kilkupunktową przewagę. Co się z wami stało?

Andrzej Wrona: Chyba nie powinienem się odzywać. W skali szkolnej od jednego do sześciu powinienem dzisiaj chyba pójść na wagary. Ale i tak walczyliśmy, szkoda tego czwartego seta. Mieliśmy dosyć dużą przewagę. Widocznie to nie był nasz dzień. Bardzo żałujemy, że przed tyloma kibicami nie byliśmy w stanie podnieść się i "wyciągnąć" tego meczu. Mimo wszystko patrzymy w przyszłość z optymizmem i jedziemy na finał LŚ do Rio z nadziejami na dużo lepszy wynik.

Wyjazd do Brazylii zapewniliście sobie w piątek. W sobotę zawiodło nastawienie do meczu?

- Ma pan czasami takie dni w pracy, że po prostu nic nie wychodzi? Ja dzisiaj tak miałem. Amerykanie mieli z kolei Dzień Niepodległości (śmiech). Oni są narodem, który takie rzeczy niosą. Dziś to ich poniosło do rewelacyjnej gry w każdym elemencie.

Trzecią partię zaczęliście zdecydowanie lepiej. W szatni padły ostre słowa?

- Nie jakieś bardzo ostre. Zebraliśmy się sami w sobie. Dla takiej publiczności trzeba grać, nie można skończyć po trzech setach. Zrobiliśmy wszystko, by ten mecz trwał jak najdłużej.

Michał Kubiak: Myślami byliśmy już chyba w Rio.

Jak wpłynęła na was obecność w hali żołnierzy weteranów?

- Przez pierwszych kilka akcji nie mogłem wyrzucić z głowy tego, co spiker powiedział po hymnach [jednego z obecnych w hali weteranów uratował żołnierz z USA, który zasłonił Polaka własnym ciałem, a sam zginął - przyp. red.]. Takie rzeczy zazwyczaj oglądamy w filmach, ale kiedy dzieje się to naprawdę, robi piorunujące wrażenie. Dostałem od żołnierzy koszulkę i jestem z tego bardzo dumny. Będzie talizmanem, wezmę ją do Rio.

Ligę Światową mieliście traktować jako przetarcie przed Pucharem Świata. Tymczasem zagracie o końcowe zwycięstwo.

- Przed każdym meczem powtarzaliśmy, że chcemy wygrać. Skład naszej grupy nie pozwalał być jednak pewnym, że awansujemy do Final Six. W zeszłym roku nam się nie udało. Przed tym sezonem odeszło od nas kilku zawodników, przyszło kilku nowych, Bartek Kurek zmienił pozycję, więc nie było wiadomo, jak to będzie wyglądać.