Liga Światowa. Bartosz Kurek: Pierwszego seta z Amerykanami nie wygrałby nikt

Bartosz Kurek wrócił po kontuzji do składu reprezentacji Polski i miał udział w pokonaniu USA 3:2. - Amerykanie zaczęli mecz bardzo dobrze, ale przeczekaliśmy ten moment - mówił po meczu atakujący kadry.
Pana występ w dzisiejszym spotkaniu do końca był niewiadomą. Ostatecznie zagrał pan niemal cały mecz. Plecy nie dokuczały?

Bartosz Kurek: Z moimi plecami nie jest super i pewnie już nigdy nie będzie, ale dopóki nie przeszkadzało mi to w grze, nie zwracaliśmy na to uwagi. Teraz trzeba będzie bardziej się temu przyglądać.

Pokonaliście Amerykanów po zaciętej walce, do zwycięstwa potrzebowaliście pięciu setów. Spodziewaliście się, że będzie tak trudno?

- Amerykanie bardzo dobrze zaczęli spotkanie. W trakcie pierwszego seta mówiliśmy sobie, że musimy po prostu przeczekać ten moment - grali na fantastycznym poziomie i nie dało się za wiele zrobić. Przetrwaliśmy to i w drugim secie zaczęliśmy grać swoją siatkówkę. Poprawiliśmy każdy element. To przyniosło nam zwycięstwo i awans do turnieju finałowego, z czego bardzo się cieszymy.

Z czego wynikają słabsze początki waszych meczów? Zaczynacie grać lepiej, dopiero kiedy jesteście pod ścianą?

- Problem nie zawsze leży w nas. Czasem także w tym, jakie warunki postawi przeciwnik. W pierwszym secie naprawdę nie było szans grać z Amerykanami. Nikt na świecie nie wygrałby z nimi akurat tej partii. Dobrze, że od drugiego seta zaczęliśmy grać lepiej, a oni trochę spuścili z tonu. Dzięki temu wywiązała się wyrównana walka.

Ostatnio trener Antiga wprowadza sporo zmian w składzie. Przed meczem z USA do reprezentacji dołączyli Artur Szalpuk i Dawid Konarski. Czujecie na plecach oddech kolegów?

- Zawsze przyjście nowych zawodników to zastrzyk dodatkowej energii. To na pewno pomaga. Fajnie, że tak szybko wprowadzili się w grupę. Dawid już dzisiaj miał okazję pomóc nam na boisku. Pokazał trenerowi, że warto brać go pod uwagę. To bardzo dobrze, bo rywalizacja w naszej drużynie powinna się zaostrzyć.

Hala w Krakowie była wypełniona po brzegi. Jak grało się przed taką publicznością?

- Kibice i hala są na fantastycznym poziomie. Cały świat nam zazdrości publiczności, która dopinguje żywiołowo, ale kulturalnie. Naprawdę przyjemnie jest wygrywać mecze przed takimi kibicami.

Zapewniliście już sobie awans do turnieju w Rio. Jak potraktujecie sobotnie spotkanie?

- Rzeczywiście osiągnęliśmy główny cel. Ale kibicom należy się jakieś fajne widowisko i mam nadzieję, że jutro je stworzymy. Oczywiście będziemy grać o zwycięstwo, bo nic innego reprezentacji nie przystoi.