Liga Światowa. Piotr Nowakowski: Hałas w Krakowie będzie lepszy niż w Teheranie

Jutro i w sobotę polscy siatkarze w Tauron Arenie Kraków zagrają w ostatniej serii spotkań grupowych Ligi Światowej z USA. - Pewnie będzie pełna hala, hałas w odpowiednich momentach, czyli to, co lubimy najbardziej - podkreśla Piotr Nowakowski, środkowy reprezentacji.
Polakom do awansu na turniej finałowy w Rio de Janeiro brakuje dwóch punktów. Amerykanom mają się za co rewanżować, bo trzy tygodnie temu na przedmieściach Chicago przegrali 2:3 i 1:3. Jeśli wygrają choć raz albo np. dwa razy przegrają w tie-breakach, razem z weekendowymi rywalami polecą na Final Six do Brazylii
Damian Gołąb: Po serii wyjazdów do USA, Rosji i Iranu wróciliście do kraju. Czujecie ulgę, że wreszcie zagracie przed własną publicznością?

Piotr Nowakowski: Spędziliśmy trzy tygodnie poza Polską. Był to naprawdę bardzo długi wyjazd, męczące podróże. Bardzo się cieszę, że wróciliśmy już do siebie. Naprawdę przechodziliśmy ostatnio z nieba do piekła. W Chicago było dużo polskich kibiców i bardzo fajnie. W Rosji za to było bardzo dużo pustych miejsc, hala nie była nawet w połowie wypełniona, stąd i zupełnie inna atmosfera. W Iranie mieliśmy już trochę przesyt: 13 tysięcy trąbiących mężczyzn, cały czas ogromny hałas. Nie grało się nam najlepiej. W Krakowie będzie duża publiczność, hałas w odpowiednich momentach, czyli wszystko to, co lubimy najbardziej.

Jak porównałby pan tę specyficzną irańską publiczność do polskiej?

- Zdecydowanie bliżej nam do naszej. Mówiąc o Iranie, nie chciałbym nadużywać dość brzydkich wyrazów (śmiech ), ale było naprawdę bardzo głośno i jeśli gralibyśmy tam więcej spotkań, chyba byśmy nie wytrzymali. Na pewno wiązałoby się to z jakimiś uszkodzeniami słuchu. Naszą publiczność oceniam zdecydowanie wyżej.

Tauron Kraków Arena to największa hala w Polsce. Czy gra się w niej inaczej niż w mniejszych halach?

- Na pewno są inne punkty odniesienia i czasem piłka po prostu lepiej "siedzi" na mniejszych obiektach. Ale na takim poziomie, na którym gramy, nie powinno to mieć żadnego znaczenia. Jest drobna różnica, ale nie wpływa tak bardzo na jakość naszej zagrywki.

Podczas wtorkowego treningu opuścił pan kolegów i rozciągał się pod okiem fizjoterapeuty...

- To nic poważnego, po prostu drobny uraz.

Ostatnio pojawiły się informacje, że pana klub - Asseco Resovia - chce zorganizować w Krakowie Final Four Ligi Mistrzów. To dobra lokalizacja?

- Jeżeli będziemy się odpowiednio wcześniej przygotowywać w tej hali, to oczywiście tak. Pomysł jest bardzo dobry, możemy przyciągnąć wielu kibiców. Obiekt jest wspaniały. Zawsze dobrze nam się tu grało. Jestem za, chociaż hala na Podpromiu [w Rzeszowie - przyp. red.] również ma swój urok. Ale jeśli wziąć pod uwagę możliwości dla kibiców, to Kraków zdecydowanie wygrywa.