Lustro zmusiło Hindusa do biegania. Pobiegnie w 14. PKO Cracovia Maratonie

Rekordowa liczba obcokrajowców wystartuje w 14. PKO BP Cracovia Maratonie. Wśród nich będzie Indranil Ghosh. - W 2003 roku byłem tłusty i słaby. Teraz na mecie czuje się wyzwolony, pełen radości i zapału - opowiada 45-letni Hindus.
Na liście zgłoszeń do 14. PKO CM jest prawie 6500 nazwisk. Reprezentują aż 45 krajów. Przeważają biegacze z krajów ościennych lub blisko położonych. Najwięcej jest Słowaków, Francuzów, Włochów i Niemców, sporo Węgrów, Czechów, Słowaków i Hiszpanów. Z północy nie brakuje Norwegów, Szwedów, Finów i Duńczyków. Przeciętnie, poza Ukrainą, prezentuje się ściana wschodnia. Bałkany reprezentują zaledwie jeden Macedończyk, dwóch Serbów i pięciu Greków. Spoza Europy zapisali się biegacze m.in. z Chin, USA, Brazylii, Kanady, Meksyku, Indii, Malezji, Hongkongu i Kenii.

Wygląda na to, że w 14. edycji wystartuje rekordowa liczba zagranicznych gości. W 2012 roku do mety dotarło 3013 osób, z czego 306 to byli obcokrajowcy (ok. 10 proc.), rok później na 4419 maratończyków 418 było z zagranicy (9,5 proc.). Poprzednia edycja to zaledwie 345 obcokrajowców na 5358 osób na mecie (6,5 proc.). Teraz odsetek zgłoszonych maratończyków spoza Polski wynosi 11,25 proc. - wszystkich uczestników na liście zgłoszeń jest ponad 6,3 tys.

Rozmowa z Indranilem Ghoshem, maratończykiem z Indii

Andrzej Klemba: Dlaczego zaczął pan biegać?

Indranil Ghosh: Moja przygoda z biegami długodystansowymi zaczęła się w 2004 roku od półmaratonów, a od czterech lat biegam też maratony. Okazało się, że to dla mnie doskonała forma medytacji, koncentracji i poczucia wolności. Długie dystanse to też znakomita metoda budowania siły psychicznej i wytrzymałości. Kiedy zacząłem biegać w 2003 roku, byłem po prostu tłusty, zupełnie bez formy czy wytrzymałości. Choć w szkole czy na studiach byłem dobry w uprawianiu sportów, to po podjęciu pracy zupełnie się od tego odciąłem. Pewnego dnia spojrzałem w lustro i zobaczyłem 33-letniego grubasa, bez formy, czującego się słabo i z niskim poczuciem własnej wartości. Długo też paliłem papierosy, więc płuca miała marną pojemność. Wtedy powiedziałem sobie "Zmieniam to wszystko". Każdego wieczora pokonywałem 10 km, zmieniłem dietę, szybko zacząłem tracić na wadze i wystartowałem w półmaratonie. Przez kilka lat złapałem rytm, a czas spadł poniżej dwóch godzin. Wtedy zdecydowałem się spróbować sił w maratonie. Pierwszy zaliczyłem w wieku 41 lat w 2011 roku.

Mija pan metę maratonu i...?

- Czuję się znakomicie, jestem spełniony. To też coś w rodzaju terapii, schodzi ze mnie stres, zmartwienia i obawy. Jestem wtedy wyzwolony, pełen radości i zapału. To niesamowite uczucie.

Jak pan trenuje?

- Zwykle samotnie, nie mam też trenera ani przewodnika. Nie poddaję się też jakiemuś specjalnemu reżimowi. Tygodniowo biegam ok. 40-50 km, robię przerwy między dniami, w których trenuję.

W Indiach bieganie jest popularne?

- Przez ostatnich kilka lat zyskało na popularności, zwłaszcza jako hobby czy pasja. Jest mnóstwo klubów biegaczy czy nieformalnych grup. Organizowanych jest coraz więcej zarówno półmaratonów czy maratonów, jak i jeszcze dłuższych biegów. Bieganie w Indiach z pewnością się mocno rozwija.

Ile maratonów ma pan za sobą?

- Do tej pory 26. Startowałem m.in. w Singapurze, Bangkoku, Hongkongu, Dubaju, Bombaju, Helsinkach, Amsterdamie, Frankfurcie, Minneapolis, San Francisco, Chicago czy Madison. Do tego 25 półmaratonów, głównie w Indiach. Mój rekord w maratonie to 4 godziny, 15 minut i 33 sekundy w grudniu 2014 roku w USA. To było o... sekundę szybciej niż poprzednia życiówka. Kraków i Warszawa to będzie mój 27. i 28. maraton.

Dlaczego wybrał pan Kraków?

- Mam w Polsce przyjaciół, którzy od dłuższego czasu namawiali mnie do przyjazdu do waszego kraju, a także by pobiec w którymś z maratonów. Dwa lata z rzędu byłem już blisko wizyty, ale coś mi zawsze wypadało. W końcu się udało. Sprawdziłem, jakie maratony wchodzą w grę podczas mojego pobytu. Wybrałem krakowski i warszawski tydzień później. To moja pierwsza wizyta w Polsce i jestem nią podekscytowany.

Coś pan o naszym kraju wie?

- Niewiele. Poza tym, że to jedna z szybciej rozwijających się gospodarek w tej części świata i że dobrze wam poszła walka z kryzysem ekonomicznym, który uderzył w Europę. Oczywiście doskonale zdaję sobie sprawę, że Polacy wiele przeżyli podczas wojen światowych, a późnej zostali zmuszeni do życia pod komunistycznym reżimem. Wiem też o niemieckich nazistach, którzy na terenie Polski wybudowali obozy koncentracyjne, jak Auschwitz, i zamordowali tysiące Żydów.

Jeśli jeszcze chodzi o obecne czasy, to o waszym kraju słyszałem dużo w kwestii szybkiego rozwoju takich branż jak IT czy przemysł związany z nowym technologiami. Co jeszcze wiem? Że podobno polska wódka jest dobra.

Będzie pan prawdopodobnie jedynym Hindusem w 14. PKO CM...

- Nie jestem tego pewien, ale to bardzo możliwe. Z drugiej strony nic nie wiadomo, bo przecież jesteśmy wielkim narodem rozproszonym po całym świecie. Nie będę jednak specjalnie zdziwiony, że będę jedynym Hindusem w stawce.

Podróż do Polski będzie dla pana sporym wydatkiem?

- Na pewno nie jest to tania wyprawa. Z drugiej strony inne części Europy czy Stany Zjednoczone są znacznie droższe. Przylatuję bezpośrednio z Indii do Warszawy, skąd jadę do Gdańska. Kolejnym punktem jest właśnie Kraków. Zamierzam też zobaczyć Auschwitz i Kopalnię Soli w Wieliczce. Po maratonie i tych wycieczkach wracam do Warszawy, biegnę kolejne 42 km i wracam.

Czym się zajmuje pan na co dzień?

- Przez ponad 20 lat pracowałem w różnych korporacjach, ale od 2013 roku założyłem własną firmę. Jestem niezależnym konsultantem w sprawach zarządzania biznesem, marketingu i komunikacji.