Dzień dobry MMA! "Nie leż na obu łopatkach"

Leżę na plecach, a on siedzi na mnie i nogami ściska moją nogę. Mam uwolnić się z uścisku w ciągu dwóch minut. Próbuję, słucham podpowiedzi, męczę się, ale nie mam szans. Zamiana ról. Siedzę na górze, ważę 30 kg więcej i myślę "taki mały, to nawet nie muszę się ruszać".
Wszystko o gali UFC w Tauron Arenie Kraków tylko na krakow.sport.pl »

W sobotę w Tauron Arenie Kraków odbędzie się pierwsza w Polsce, historyczna gala największej federacji na świecie - Ultimate Fighting Championship. Ale czym tak naprawdę jest MMA? Jak wygląda dzień z życia wojownika? Sprawdzam na własnej skórze.

Godzina 5.30. Dzwoni budzik. Nie jest zbyt ludzki, bo ilekroć go odłożę, wciąż dzwoni. Nieraz wracałem do domu o tej porze, ale nie pamiętam, kiedy wstawałem tak wcześnie. Wychodzę na trening MMA.

Mam 25 lat, 186 cm i 91 kg, lekko zaokrąglony brzuch i okulary. Aktywność fizyczną ograniczam do nieregularnej gry w piłkę nożną i okazjonalnej jazdy na rowerze. - Będzie ciężko - pomyślałem. Zdjąłem buty, nałożyłem spodenki, koszulkę. Stanąłem na macie. Jest godzina 7. - Dzień dobry MMA! - krzyczy zawodnik, a jednocześnie instruktor Michał Bobrowski. MMA to poranne zajęcia w Szkole Walki Drwala w Kraków Plaza.

Najpierw rozgrzewka. WF był już dawno, w tym czasie kilka kilogramów przybyło i ćwiczenia wydają się ciężkie. Standardowe przebieżki, wymachy ramion, pompki, rozciąganie. Później coś, co przypomina "walkę kogutów". Ćwiczę krótko, a już pojawia się zmęczenie.

Godzina 8. W tle słychać spokojną muzykę. Zaczyna się trening brazylijskiego dżiu-dżitsu. Bo MMA to mieszane sztuki walki łączące zapasy, boks, karate, dżiu-dżitsu, kick-boxing, judo i wiele innych. Dopiero ich opanowanie pozwala myśleć o startach w zawodach. Trening znów zaczyna się od rozgrzewki, a potem... kładziemy się na macie.

- Nie leż na obu łopatkach, bo będzie po tobie. Gdy jesteś na dole, też musisz być w ruchu - tłumaczy Michał i wyjaśnia, jak powinna wyglądać pozycja półgardy. Zaczynają się ćwiczenia w parach.



Ćwiczę z moim 25-letnim imiennikiem, który trenuje od roku. Waży 62 kg, ale robi ze mną, co chce. Zaczynają się tzw. walki zadaniowe. Leżę na plecach, a on siedzi na mnie i nogami ściska moją nogę. Mam uwolnić się z uścisku w ciągu dwóch minut. Próbuję, słucham podpowiedzi, męczę się, ale nie mam szans. Zamiana ról. Siedzę na górze, ważę 30 kg więcej i myślę "taki mały, to nawet nie muszę się ruszać". Nie mija kilka sekund, a jego nogi są już zaciśnięte za moimi plecami.

Zmiana partnerów. Teraz staje przede mną "Esesman" - tak nazywa go Michał, który każdemu nadaje pseudonim. Mnie trafiło się "Redaktor". - Przewija się tu mnóstwo ludzi i nie sposób zapamiętać każdego. Nikt się nie obraża - dodaje Michał.

Próbuję walczyć z "Esesmanem". O dziwo wychodzi mi trochę lepiej i wyrywam się z uścisku. Tylko raz, ale Michał bije brawo, a po chwili kończy zajęcia.

Godzina przerwy i obowiązkowe śniadanie. Jak u Adama Małysza, czyli bułka, banan, a do tego jogurt. Godzina 10. Przerwa mija za szybko. Moim drugim instruktorem jest Albert Odzimkowski, jeden z najlepszych zawodników MMA w Polsce w swojej kategorii wagowej. Jest moim rówieśnikiem, a stoczył osiem zawodowych walk. Siedem wygrał przed czasem, ale ostatnią przegrał. Mówi, że nie docenił rywala, i to się na nim zemściło.

Odzimkowski prowadzi zajęcia K1, czyli w pozycji stojącej. Zapewnia, że "trening będzie lekki". Ciężko mi w to uwierzyć. Kolejna rozgrzewka, ale bardziej rozbudowana, dłuższa i męcząca. Później ćwiczenia w parach poprawiające celność kopnięć. Pierwszy trzyma tzw. tarczę na wysokości brzucha, a drugi kopie. Zbyt niskie kopnięcie może zaboleć przeciwnika. I to w miejscu, które jest najbardziej wrażliwe dla mężczyzn. - Brzuch nie boli? - pyta Albert. Kręcę głową i ćwiczę dalej. Wydaje się, że trzymanie tarczy nie jest męczące, ale po każdym uderzeniu robię krok w tył. W końcu zbiera mi się na wymioty. Prawdopodobnie moja twarz nabrała barwy zbliżonej do trawy, bo Albert zaleca mi odpoczynek. Ostatni kwadrans zajęć oglądam już z boku. Nikt się jednak nie śmieje, a po treningu każdy przybija piątkę.



Szybki prysznic i obiad (jeszcze przed południem!). - Jemy pięć posiłków dziennie. W tym dwa obiady - mówią moi przewodnicy. - W trakcie przygotowań do walki bardziej dbamy o dietę. Teraz możemy zjeść kurczaka w panierce, ale trzy miesiące przed galą staramy się jeść dużo grillowanych potraw - mówi Albert.

Godzina 13. Kolejny trening ma odbyć się pod okiem Tomasza Drwala. To on już niedługo zmierzy się z Michałem Materlą podczas gali federacji KSW. W tych zajęciach nie mogę wziąć udziału. Żarty już się skończyły. Godzina intensywnego treningu na maksymalnej koncentracji - to wytrzymują tylko profesjonalni. A nawet oni pod koniec treningu wyglądają jak ja podczas zajęć z Odzimkowskim. Końcówka to krótkie walki w klatkach. Bez respektu, ale bezpiecznie. Później przez dwie godziny zawodnicy mają wolne.

- Mocno pozdzierałeś łokcie i kolana na macie? - pyta mnie Michał.

- Nie wiem, nie czuję - odpowiadam.

- Poczujesz jutro - śmieje się mój przewodnik.

Godzina 17. W klubie robi się coraz tłoczniej. Po kilkudziesięciu minutach na macie jest już około 70 osób. Ścisk jak na tureckim bazarze. Ćwiczę z chłopakiem, który ma czas do godz. 12, bo potem idzie do pracy w hurtowni. Inny chce zdążyć na zajęcia. Kolejny to prawnik, który akurat ma wolną chwilę. Są też pracownicy fizyczni, fryzjerzy, dentyści, nauczyciele, dyrektor szpitala.

MMA był sportem dla typów spod ciemnej gwiazdy. Staje się jednak modny. Ludzie zaczynają go uprawiać rekreacyjnie.

- Szacunek dla tego człowieka - mówi Michał i wskazuje na pana 40 plus z okrągłym brzuszkiem, który wytrwale wykonuje kolejne ćwiczenia.

Ostatni wychodzą z sali po godz. 22. Ale wrócą, choć w sobotę niekoniecznie wszyscy włączą telewizor na UFC Fight Night. Trenują po to, by się poruszać, wyrobić kondycję, poznać nowych ludzi.

I ja też chyba tu wrócę.



Która walka podczas gali UFC Fight Night w Tauron Arenie Kraków zapowiada się najciekawiej?