Sport.pl

Stan Valckx: Cupiał nie chciał stawiać w Wiśle na Polaków

- W Wiśle nigdy nie ma czasu, by coś zbudować. Właściciel Bogusław Cupiał bez wyników staje się nerwowy, a do tego otacza się złymi doradcami, którzy załatwiają swoje prywatne interesy - mówi były dyrektor sportowy Wisły Kraków Stan Valckx.
Relacje na żywo w twoim smartfonie. Pobierz aplikację Sport.pl LIVE »

Piotr Jawor: Od czasu odejścia z Wisły zajrzał pan do klubu?

Stan Valckx: Tak, byłem na spotkaniu z Lechem.

Siedział pan w loży prezydenckiej czy między kibicami?

- Między kibicami, ale na jednym z lepszych miejsc. Było miło.

Drzwi na stadion ma pan ciągle otwarte?

- Nie ma z tym żadnych problemów. Ciągle jestem w kontakcie z rzecznikiem prasowym, zawodnikami itp. Odwiedzam moje stare kluby. Byłem w PSV Eindhoven i chińskim Shanghai Shenhua. Nigdy nie zostawiam za sobą spalonych mostów.

Ile dni w roku spędza pan w domu?

- Często moim domem jest hotel. Gdy odszedłem z Wisły, miałem czas dla żony i syna, w końcu mogłem regularnie pograć w piłkę. Cieszyłem się tymi chwilami, bo ostatnie trzy lata spędziłem w Chinach i Krakowie. 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu byłem chyba wszędzie na świecie, ale nie w domu. Ostatnie pół roku nie musiałem się martwić o wyniki, transfery i nerwowych prezesów. Ale od pracy nie da się uciec, już zaczynam tęsknić za adrenaliną - obejrzałem wiele meczów, obserwowałem graczy i rozmawiałem z kilkoma klubami. Muszę za kilka miesięcy wrócić do piłki na poważnie.

Nie mógł pan zostać w Wiśle? Współpraca z pełniącym obowiązki prezesa Jackiem Bednarzem była niemożliwa?

- Powiedziano mi, że Wisła ma jakieś problemy finansowe, i Bednarz zapytał: "Co sądzisz o rozwiązaniu kontraktu? Jesteś dla nas za drogi, a my właśnie reorganizujemy klub". Zastanowiłem się i odszedłem. Na zakończenie współpracy dałem klubowi wielki prezent - zrezygnowałem z kilkumiesięcznej pensji.

Ale część kibiców i ludzi pracujących w Wiśle ciągle powtarza, że to Valckx i Basałaj zadłużyli klub.

- Dlaczego? Zarobiliśmy wiele pieniędzy: ze sprzedaży zawodników, z praw telewizyjnych, marketingu, biletów, eliminacji do Ligi Mistrzów i fazy grupowej Ligi Europejskiej. W ostatnich latach Wisła zawsze była na minusie i właściciel musiał ją wspierać finansowo. Za to my zarobiliśmy zdecydowanie więcej, niż wydawano na pensje zawodników.

Wiceprezes Bednarz na swojej pierwszej konferencji podkreślał, że przyszedł do Wisły, która ma wielkie problemy finansowe.

- Bo tak jest najłatwiej powiedzieć. Ja powiem: obiecywano, że stadion zostanie w całości oddany w 2010 r., a zrobiono to dopiero w lutym 2012. Bogdan mówił, że miało to olbrzymi wpływ na przychody.

Pensje zawodników w Wiśle były rozsądne. Gdy Bogdan ściągnął mnie do Wisły, właściciel powtórzył: "Mamy zagrać w Lidze Mistrzów. Natychmiast!". To było ryzyko. Podjęliśmy je wszyscy. Musieliśmy zainwestować w szybkie transfery. Udało się ryzyko zmniejszyć, bo wielu graczy wzięliśmy na wypożyczenie lub na krótkie - roczne lub dwuletnie - umowy. Kilku przyszło za darmo. Nie udało się awansować do LM, ale dużo zarobiliśmy w Lidze Europejskiej.

Różnica między wysokością kontraktu dobrego i przeciętnego zawodnika wynosi 100, może 150 tys. euro za rok. Powiedzmy, że mieliśmy czterech drogich zawodników, więc to daje około pół miliona euro więcej. To nie są miliony, tylko kilkaset tysięcy euro. Popatrzmy na Lecha, Legię. Nie chcieliśmy mieć sytuacji jak w Lechu, gdzie Manuel Arboleda zarabia zdecydowanie więcej niż inni. Część zawodników Legii też dostaje szalone pieniądze. W tych klubach zarabia się lepiej niż u nas. Oni również mają problemy finansowe, ale Legia jest liderem, a Lech tuż za nią.

Wisła jest zaledwie 12. Jesienią w zespole ciągle grało kilku zawodników, których pan sprowadził. Czy słaby wynik to nie ich wina?

- Moi to Cwetan Genkow, Kew Jaliens, Sergej Pareiko, Ivica Iliev, Maor Melikson, Marko Jovanović, czyli sześciu. Nie każdy transfer był sukcesem, ale wybrałem piłkarzy pod trenera i system, w jakim chciał grać. To niesprawiedliwe winić tylko zawodników. Są dobrymi piłkarzami i udowodnili to, gdy w 2011 r. zdobyli mistrzostwo Polski. Trener Robert Maaskant ich chciał, bo zamierzał grać techniczną piłkę. Później zdecydowaliśmy się dać szansę Kaziowi Moskalowi na prowadzenie zespołu, bo preferował ten sam styl.

Przez pana pierwszy rok w Wiśle (2010/11) drużyna grała naprawdę dobrze, ale co się stało potem i co się dzieje dziś?

- Gdy teraz patrzę na zespół, to sądzę, że piłka przestała cieszyć zawodników. Grają, bo muszą, a nie dlatego, że lubią. Treningi z Robertem i Kaziem dawały im przyjemność. Nie zawsze mieli wyniki, ale zawsze cieszyli się grą. Za Tomasza Kulawika też jest trochę lepiej, bo on jako zawodnik preferował techniczną piłkę. Zawodnicy znów czują się dobrze, ale to jeszcze nie gwarantuje sukcesu.

Jakie błędy popełnił pan podczas pracy w Krakowie?

- Przyszedłem w ostatnim tygodniu okna transferowego i musieliśmy wziąć Serge'a Branco, bo w ostatniej chwili sprzedaliśmy Juniora Diaza. Najlepszym transferem nie był też Nourdin Boukhari, ale strzelił bardzo ważną bramkę w derbach. Oczekiwałem od niego więcej. Ale nie mieliśmy czasu i szukaliśmy tanich rozwiązań.

A może zatrudnił pan za dużo obcokrajowców?

- Tak, w szatni nie było właściwej równowagi.

Chcieliśmy podpisać kontrakt z siedmioma czy ośmioma Polakami, właściciel Bogusław Cupiał zawsze mówił "nie". Nie chciał inwestować w Polaków. Rozmawialiśmy np. z Marcinem Baszczyńskim czy Pawłem Olkowskim, ale Cupiał wolał wydać pieniądze na obcokrajowca niż na Polaka, bo też nie ma co ukrywać - ceny za naszych czołowych piłkarzy były zdecydowanie wyższe, więc miał rację. Nigdy wprost nie powiedział: "Nie chcę Polaków w klubie", ale gdy rozmawialiśmy o kontraktach dla nich, zawsze podkreślał, że nas nie stać. A my martwiliśmy się o zbyt wielu obcokrajowców w szatni, rozmawialiśmy o tym każdego dnia.

To nie dziwne, że Bogusław Cupiał, który najlepiej zna się jednak na biznesie, wybierał zawodników do zatrudnienia?

- Nie on ich wybierał. Od tego był mój dział ze skautami i trenerami. Ale właściciel zawsze ma wpływ na klub. Jest szefem, więc decyduje. W letnim oknie transferowym Cupiał zgodził się na Meliksona, Jaliensa, Ilica, Pareikę i Jovanovicia. W kilku przypadkach powiedział "nie". To jego prawo.

Wróci pan jeszcze kiedyś do polskiej piłki? Mamy bardzo specyficzną ligę.

- W Holandii jest podobna, ale tam tylko jeden klub w Eredivisie ma właściciela, który decyduje o trenerze, zawodnikach i transferach. W pozostałych robi to grupa ludzi. Polskie kluby podobne są do tych z Europy Wschodniej i kilku angielskich, które mają prywatnych właścicieli. Dla mnie praca w Wiśle była ciekawym eksperymentem. W Holandii ludzie idą na stadion zobaczyć ładną grę, cieszyć się nią. Czasem twoja drużyna wygra, czasem przegra, ale żądasz przede wszystkim ładnej gry. W Polsce szybko dowiedziałem się, że właściciele zawsze obawiają się o wynik, styl nie jest dla nich ważny. Podobnie jest w Chinach. Brakuje kilkuletniej strategii i cierpliwości.

Gdyby dziś był pan dyrektorem Wisły, zrobiłby pan kolejną rewolucję?

- Martwię się o Wisłę, ale to już nie mój biznes. Wiem jednak jedno - dopóki klub nie będzie miał akademii, dopóty będzie musiał płacić za zawodników. Gdy Bogdan proponował mi pracę, mieliśmy plan budowy akademii. To było jego oczko w głowie. Tymczasem Wisła do dziś nie ma normalnego boiska dla młodzieży. Mieliśmy pomysły i plany, zatrudniliśmy Witolda Lisa na stanowisko przyszłego dyrektora akademii, ale nie dostaliśmy czasu. Jeśli nie inwestuje się w akademię, trzeba wykładać miliony na transfery i pensje. To zawsze jest rozwiązanie krótkoterminowe. Nawet jeśli wziąć dobrego zawodnika bez kontraktu, to trzeba dać mu sporą pensję. Bez akademii zawsze będą problemy. Na przykład kilka tygodni temu Ajax Amsterdam wystawił do gry ośmiu zawodników ze swojej szkółki! Oni oczywiście też mają kłopoty, ale za kilka lat mogą sprzedać wychowanków za wielkie pieniądze. Nie tylko Wisła cierpi z powodu braku akademii, to większy kłopot w Polsce. Jest tu kiepska baza i sądzę, że Polski Związek Piłki Nożnej powinien coś z tym zrobić. Polskie kluby to nie Manchester City, który może kupić niemal każdego zawodnika.

Dlaczego nie zbudowaliście w Wiśle akademii?

- Bo w Wiśle nigdy nie ma czasu, by coś zbudować. Bez wyników właściciel staje się nerwowy. Cupiał otacza się złymi doradcami, którzy załatwiają swoje prywatne interesy. Nie można winić właściciela za niewystarczającą wiedzę o piłce, ale wokół niego jest wielu złych podpowiadaczy, przez co ludzie w klubie pracują w wielkich nerwach. Spędziłem w Wiśle wiele miłych chwil i nie chcę tego niszczyć, ale właściciel nie powinien tak bardzo ufać dziwnym ludziom, bo wtedy wielu dobrych pracowników zaczyna bać się o swoją przyszłość, a po klubie zaczynają krążyć plotki. Atmosfera robi się nerwowa, a to nie pomaga w osiąganiu dobrych wyników.

Siergiej Pareiko: » W lidze musimy być bardziej skoncentrowani


Więcej o:
Komentarze (4)
Stan Valckx: Cupiał nie chciał stawiać w Wiśle na Polaków
Zaloguj się
  • dizzyjoker

    Oceniono 28 razy 20

    Bardzo chwytliwy tytuł wyjęty z kontekstu! Brawo GW :)

  • rychusa

    Oceniono 21 razy 17

    @ dizzyjoker
    A jaki jest kontekst?
    1.Akademii Piłkarskich w Polsce nie ma albo raczkują.
    2.Przeciętny polski młodzieżowiec jest droższy niż obcokrajowiec z wyjątkiem grajkow z Bałkanów i drugiego albo i trzeciego sortu z Czech,Słowacji,Litwy,Łotwy i innych wynalazków z Afryki.
    3.Polskie piekiełko istnieje wszędzie dookoła to dlaczego miało by go nie być w polskiej piłce?
    Ma facet rację.Nie będzie szkolenia młodzieży i braknie cierpliwości a co za tym idzie kasy nie będzie w Polsce piłki i nie tylko ale obawiam się,że sportu wogóle.I jeszcze kilka nazwisk.Milik,Salamon,Zieliński,Horoszkiewicz i inni-gdyby w wieku kilkunastu lat nie wyjechali z Polski to byłaby dupa blada a tak może jeszcze o nich usłyszymy.

  • morfeusz_1

    0

    Super plereza

  • bartassa

    Oceniono 2 razy 0

    ... ... ... ... oj!, tam ! ;)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX